Mała miejska marka z Katowic. W dzień speciality coffee, w południe tapas, wieczorem autorskie koktajle. Biel, ciemne drewno, butelkowa zieleń i mosiądz w jednym konsekwentnym systemie. Nazwa łączy industrialny rodowód miasta z południową kuchnią małych talerzy.
Hero wnętrza. Białe ściany, dębowy kontuar, marmur na blacie, mosiężne lampy. Roślina to nie dekoracja, tylko trzeci akcent palety. Miejsce zaprojektowane tak, żeby działało rano przy kawie, w południe przy tapas, wieczorem przy świetle lampek.
Akcydensy. Matowy czarny papier, tłoczony monogram W, mosiężne narożniki na karcie. Wizytówka i menu z tego samego systemu, różnią się tylko formatem. Detale czuć w dotyku, zanim się przeczyta tekst.
Trzy fronty marki w jednym kadrze. Espresso, koktajl bursztynowy, deska z tapas obok. Jeden blat, jedno światło, jeden klimat. Tutaj zamyka się obietnica: tego samego dnia, tego samego stolika.
Strefa kawy. Klasyczny ekspres z mosiądzem, czarny pojemnik na ziarna z drewnianą pokrywą, jedna botaniczna grafika na ścianie. Specialty coffee bez kawiarnianej maniery, bez napisów „we love coffee”.
Szyld przy wejściu. Mosiężna tabliczka, grawer, numer kamienicy w tym samym materiale. Zero podświetlanych liter, zero neonu nad witryną. Lokal mówi, że ma czas i ma adres.
Opakowanie kawy. Matowa czerń, tłoczony tekst, mosiężna pieczęć z monogramem W. Kraj pochodzenia na dole. Reszta to faktura i materiał.
Bar po zmroku. Te same materiały co rano, inne światło. Mosiężne relingi półek, ciepło żarówek, marmur na pierwszym planie. Klimat zmienia się przez oświetlenie, nie przez wystrój.
Detal ściany. Mosiężny kinkiet, jedna grafika botaniczna, roślina w ciemnej donicy na drewnianej półce, parkiet jodełka. Cała paleta z metra kwadratowego ściany.
Podstawki i serwetki. Monogram W w wersji ozdobnej, tłoczenie w złocie na matowej czerni. Dwa nośniki, ten sam znak. Detal, który trafia w dłoń klienta przy każdym zamówieniu.
Karta menu. Jedna kartka, trzy działy: kawa rano, tapas w południe, koktajle wieczorem. Bez ozdobników, bez ilustracji. Mosiężny klips zamiast oprawy.
Torba klienta. Surowy bawełniany kanwas, drobny tłoczony monogram, wordmark pod spodem. Marka, która wraca do domu z kawą i wraca następnego dnia po tapas.
Strona internetowa. Trzy hasła w hero, jedno duże zdjęcie, siatka kategorii pod spodem. Bez stocków, bez fotografii reklamowej. To ten sam lokal, tylko widziany ze smartfona.
Trzy fronty marki, kawa, tapas i koktajle, jeden spójny język wizualny. Werk Place & Tapas to miejski lokal z Katowic z mocnym, własnym charakterem. Industrialny rodowód miasta spotyka się z południową kuchnią małych talerzy.
Mosiężna tabliczka na ulicy, czarne wizytówki na barze, kremowa torba w drodze do domu. Klient styka się z tą samą paletą i tą samą fakturą w każdym punkcie. Marka, która działa bez przerw.
System został zbudowany tak, żeby Werk Place stał obok najlepszych specialty cafe, tapas barów i koktajlowni w Warszawie i Krakowie bez kompleksów. Mała marka, ale ze wszystkimi narzędziami dużej.
Logotyp to klasyczny serif (Cormorant Garamond), wersaliki rozstrzelone, bez fantazji, bez dekoracji. „Werk Place” jako wordmark główny, pod spodem dopisek „cafe and tapas” w drobnym kroju. Monogram W jest osobnym znakiem, serifowy, zachowuje się jak pieczęć: pojawia się na podstawkach, w wytłoczeniach, na pieczęci woskowej torebki z kawą.
Cały język wizualny to materiał i światło: ciemne dębowe drewno, mosiądz, marmur, biel ścian i żywa zieleń. Lokal wygląda tak samo o 9 rano przy filiżance espresso, jak o 14 przy desce tapas i o 22 przy koktajlu. Zmienia się tylko temperatura oświetlenia i to, co stoi na stole. Spójność, której nie da się oszukać scenografią.